← Wszystkie artykuły

„Idź albo giń". Filip Olenderek, sieć skompromitowanych funkcjonariuszy i pułapka operacji Lizbona

Autor: Łukasz Bugajski

Filip Olenderek
Operacja „Lizbona" — inwigilacja ABW na Dolnym Śląsku

Kolejny artykuł dotyczący „afery lubińskiej" chciałbym poświęcić postaci Filipa Olenderka. Jak wiadomo, dowodzona przez kpt. Marcina P. operacja ABW o kryptonimie „Lizbona" miała na celu inwigilację i infiltrację polityków Zagłębia Miedziowego oraz powiązanych spółek z branży odpadowej.

Tym samym w bezpośrednim zainteresowaniu Agencji znalazł się właśnie Filip Olenderek – współwłaściciel Grupy Econ, tworzącej holding podmiotów zajmujących się między innymi przetwarzaniem odpadów. Jednym z przedsięwzięć Econu było publiczno-prywatne konsorcjum energetyczne TERMAL S.A., w części zależne od Grupy Econ, a w części – od spółki miejskiej, nad którą nadzór sprawował Prezydent Lubina Robert Raczyński.

Jedną z osi, wokół których zawiązano operację „Lizbona", były złożone wewnętrzne konflikty w wyżej wymienionych podmiotach – zarówno pomiędzy kontrahentami (prezydentem Raczyńskim a Grupą Econ), jak i pomiędzy wspólnikami Grupy Econ.

Olenderek jako „wygodny świadek"

W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na znamienny fakt, mianowicie że Filip Olenderek stał się w ostatnim czasie bardzo wygodnym świadkiem dla wszystkich stron próbujących forsować tezę, jakoby operacja „Lizbona", dowodzona przez Marcina P., nigdy nie miała miejsca lub była wytworem czyjejś wyobraźni, sztucznej inteligencji, czy może wręcz UFO – jak można wywnioskować z chaotycznych wypowiedzi Roberta Raczyńskiego, którego powiązania z Filipem Olenderkiem również okazują się nieoczywiste.

Taką właśnie narrację – jakoby inwigilacja ABW na Dolnym Śląsku nigdy nie miała miejsca – nakręcają w szczególności Piotr Nisztor oraz Marcin Dobski, między innymi w publikacjach TV Republika. Posiłkują się przy tym dalece nieprecyzyjnymi, ogólnikowymi komunikatami ABW, które same w sobie nie dają żadnych odpowiedzi na pytania o to, co tak naprawdę działo się w Lubinie.

Dobski, Nisztor i Raczyński odkryli ostatnio nowe paliwo napędzające ich narrację, w postaci wersji wydarzeń forsowanej przez Filipa Olenderka. Mało powiedzieć, że Nisztor ukoronował swój program „Ściśle Jawne" z 25 sierpnia 2024 r. właśnie jego komentarzem dotyczącym materiałów prezentowanych przez „Superwizjer" TVN w lutym tego roku. Jak widać, redakcja Republiki nie zadała sobie trudu, aby podać w wątpliwość oświadczenie, które potwierdziło z góry założoną tezę, zawartą w materiale Nisztora. Nie zbadano także backgroundu Filipa Olenderka – jego wschodnich powiązań, współpracy ze skompromitowanymi funkcjonariuszami różnych służb czy pogłębiające się problemy z uzależnieniem od środków psychoaktywnych.

Trudno jednak wymagać rzetelności dziennikarskiej od postaci, które dawno już porzuciły obiektywizm w pogoni za jedyną słuszną wersją partii oraz kwitami, które od lat podkładane są im pod nos. Przypomnijmy, że na Nisztorze ciążą zarzuty krzywoprzysięstwa (obnażonego na „taśmach Orlenu" w rozmowie z Danielem Obajtkiem), a ponadto przez lata realizował on (nielegalną dla dziennikarza) współpracę z CBA pod pseudonimem „Jelinek", o czym wielokrotnie informował Jan Piński.

Spotkanie Olenderka z Raczyńskim

Nie dziwi mnie także to, że na Filipa Olenderka chętnie powołuje się Robert Raczyński, który złożył pozew przeciwko redakcjom Superwizjera TVN oraz Onet za rzekome naruszenie jego dóbr osobistych w materiałach dotyczących inwigilacji ABW na Dolnym Śląsku. Nie zamierzam dziś pastwić się nad Prezydentem Lubina, chciałbym jednak zwrócić uwagę na szczegół, który mógł niektórym umknąć – mianowicie, że pierwszym świadkiem, który został wskazany przez Raczyńskiego w opublikowanym przez niego pozwie, był właśnie Filip Olenderek. Co więcej, kilka tygodni wcześniej doszło do spotkania Olenderka i Raczyńskiego. Panowie znaleźli wspólny język i potwierdzili wzajemnie wersje przed złożeniem przez Olenderka zeznań w sprawie nadużyć, których dopuścili się funkcjonariusze ABW.

Jestem przekonany, że Filip Olenderek nie podzielił się z Prezydentem Lubina informacją, że od dłuższego czasu sam pozostaje w dobrych relacjach i we współpracy z Marcinem P., który dowodził działaniami mającymi na celu inwigilację Raczyńskiego.

Pułapka narracyjna

Filip Olenderek mógł z kolei nie mieć świadomości, że podejmując działania mające na celu wpłynięcie na bieg postępowań i przeforsowanie korzystnej dla siebie narracji, będzie zmuszony wejść w różne konszachty, które w istocie okażą się pułapką – bowiem aby wysunąć pewne oskarżenia, będzie zmuszony stanąć w świetle, które odkryje wiele jego tajemnic.

W podobną pułapkę wpadł Piotr Nisztor, dając wiarę człowiekowi, który po rzekomej próbie włamania do jego domu nie zdecydował się zgłosić sprawy na policję, podając bardzo „wiarygodny" argument, jakoby nic nie zginęło i w ogóle to było już późno. Oczywiście cała ta sytuacja ma także swoje drugie dno. Dodajmy, że do incydentu doszło w kwietniu 2022 roku, a więc w apogeum operacji „Lizbona". A co jeżeli na pozostałych nagraniach z monitoringu zostali uwiecznieni także inni funkcjonariusze ABW biorący udział w tych działaniach, łącznie z dowodzącym akcją Marcinem P.?

Groźby i zastraszanie

Jak Państwo wiedzą, w lipcu 2024 roku zdecydowałem się powiadomić odpowiednie organy o nadużyciach, których dopuścili się funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w latach 2021-2022.

Grono odbiorców moich zawiadomień było szerokie i już wkrótce zacząłem odczuwać poważne skutki swojej decyzji w postaci gróźb, prób inwigilacji i zdyskredytowania mnie w przestrzeni publicznej.

Jednym z prowodyrów tych działań był właśnie Filip Olenderek, który rozpoczął szeroko zakrojoną operację wymierzoną w moją osobę. Stosował ordynarne groźby, zastraszał mnie i moich bliskich, rozpowszechniał kłamliwe pomówienia na mój temat wśród różnych osób, w tym dziennikarzy, próbował się nawet pode mnie podszywać, a ostatecznie założył profil, gdzie opublikował kilkadziesiąt obraźliwych wpisów, opatrzonych tytułem „A guide to rogery" („Przewodnik po łajdactwie"). Warto jednak podkreślić, że działania te były nie tylko pijackim amokiem człowieka owładniętego chęcią zemsty. Olenderek w swoich wpisach publikował fragmenty moich zawiadomień do ministra Tomasza Siemoniaka − co oznacza, że uzyskał do nich nieautoryzowany dostęp. Ponadto w działaniach Olenderka wpierał go, podpisując się własnym nazwiskiem, Marek Pohnke (któremu również poświęcę kilka akapitów).

W wyniku tych wszystkich wydarzeń w dniu 16 września 2024 r. złożyłem zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez Filipa Olenderka przestępstwa z art. 190 i 190a kodeksu karnego, w związku z groźbami, pomówieniami i próbami podszywania się pod moją osobę. Choć po wystosowaniu odpowiedniego wezwania Olenderek usunął pomawiające wpisy (które oczywiście zabezpieczyłem na potrzeby procesowe), to nie doczekałem się przeprosin z jego strony i w dalszym ciągu uważam, że jest on zagrożeniem – nie tylko dla mojego zdrowia i życia, ale również dla toczących się postępowań, które mają na celu wyjaśnić i rozliczyć nadużycia w ABW.

Skierowałem też pismo do Wydziału Postępowań Administracyjnych Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu, w którym wniosłem o odebranie Filipowi Olenderkowi posiadanego pozwolenia na broń. Małpa z brzytwą potrafi być niebezpieczna − zwłaszcza jeżeli dysponuje bronią palną i znajduje się w stanie wyłączającym świadomość i samokontrolę. Ponadto Olenderek jest tylko pacynką w rękach dużo bardziej niebezpiecznych środowisk.

Katarzyna Olenderek i „wżenienie" w Grupę Econ

Ta historia ma w sobie coś z mitu o wojnie trojańskiej. Za punkt wyjścia można bowiem przyjąć ślub Filipa Olenderka z Katarzyną Olenderek, która mogłaby z kolei aspirować nie tylko do roli Heleny Trojańskiej, ale i do postaci z najnowszego filmu Patryka Vegi. W przeszłości zajmowała się prostytucją i stręczycielstwem.

Kilka lat temu Katarzynie Olenderek udało się „wżenić" w jedną z największych firm odpadowych na Dolnym Śląsku, a obecnie − już jako małżonka Filipa Olenderka – staje się pierwszym spadkobiercą udziałów swojego męża w Grupie Econ.

Na czyje działa zlecenie? Tego niestety nie mogę ujawnić wprost, jednak z perspektywy pragmatyki służb można ocenić, że swoje zadanie zrealizowała na piątkę z plusem, tworząc przy okazji idealną „kołderkową" działalność gospodarczą, która mieści się w miejscu zamieszkania Olenderków we Wrocławiu. To ten sam dom, do którego w 2022 roku mieli wejść funkcjonariusze ABW.

Działania na szkodę Grupy Econ

Co jest równie istotne, to że od momentu wejścia w związek małżeński Filip Olenderek zaczął prowadzić szereg działań na niekorzyść własnej firmy − Grupy Econ, polegających na rozbijaniu wewnętrznej spójności wśród wspólników, działaniu na szkodę spółki i przywłaszczeniu mienia. Olenderek wielokrotnie podejmował działania wbrew woli pozostałych udziałowców, którym przez długi czas trudno było zrozumieć motywacje jego działania.

Jednym z koronnych przykładów działania Olenderka na niekorzyść spółki (co powinno szczególnie zainteresować Piotra Nisztora jako rzekomego tropiciela rosyjskich powiązań) była forsowana przez Olenderka próba sprzedaży części udziałów Grupy Econ pewnej estońskiej spółce, która jak się okazało, ma powiązania sięgające daleko za wschodnią granicę Polski.

Ostatecznie transakcja nie doszła do skutku ze względu na sprzeciw pozostałych wspólników, jednak w dalszym ciągu istnieje podejrzenie, że to właśnie w Rosji Olenderek zdobywał i utrzymuje swoje kontakty.

Marek Pohnke i fikcyjne faktury

Kolejna kwestia to powiązania Filipa Olenderka z byłymi lub obecnymi funkcjonariuszami różnych służb, których reputacja pozostawia wiele do życzenia. Oprócz utrzymywania kontaktów z kpt. Marcinem P., kolejnym przykładem działania Olenderka na niekorzyść Grupy Econ jest współpraca biznesowa nawiązana przez niego z Markiem Pohnke – byłym funkcjonariuszem CBŚP, który zakończył swoją karierę w Policji z zarzutami prokuratorskimi w wyniku dochodzenia przeprowadzonego przez Biuro Spraw Wewnętrznych.

Od tego czasu Pohnke figuruje na wrocławskim rynku jako prywatny detektyw. Co ciekawe, przedstawia się także jako prawnik, co jest kłamstwem. Marek Pohnke ma również w zwyczaju powoływać spółki, a następnie nie pokrywać ich kapitału zakładowego. Z kolei siedziba jego firmy znajduje się na wrocławskim adresie jego mieszkania, w nieruchomości stanowiącej własność Skarbu Państwa i niemal graniczącej z komisariatem policji (Wrocław-Fabryczna), będącej także przedmiotem tajemniczej umowy, zawartej na czas nieoznaczony na podstawie zarządzenia Wojewody Dolnośląskiego z 2011 roku.

Nie wiadomo, czym kierował się Filip Olenderek, kiedy pod koniec 2022 roku sformalizował – samozwańczo, w imieniu spółki EkoPartner z Grupy Econ − współpracę z działalnością gospodarczą Marka Pohnke, który przez kolejne miesiące wystawiał faktury, opłacane następnie przez Spółkę. W pewnym momencie zarząd EkoPartnera zlecił wewnętrzną kontrolę, która wykazała poważne nieprawidłowości, ponieważ za fakturami wystawianymi przez Pohnke nie stały realne usługi, a była to tylko forma okradania spółki przez Olenderka i Pohnke.

Ponadto w sprawie nierzetelnego obrotu powyższymi fakturami przez Pohnke wszczęto odrębne śledztwo, prowadzone przez Lubelski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej.

Spółka „Idź albo giń" i sieć ex-funkcjonariuszy

To nie koniec tajemniczych powiązań Filipa Olenderka. W maju 2023 roku zarejestrował on spółkę o znamiennej nazwie Ire Vel Mori Sp. z o.o., co można złowrogo przetłumaczyć jako „Idź albo giń". To nie pierwszy i nie ostatni raz, gdy Olenderek odwołał się do tradycji starożytnego Rzymu. Spółka w teorii miała się także zajmować przetwarzaniem odpadów, choć prawdziwy sens jej powstania pozostaje zagadką, biorąc pod uwagę, że nie złożono żadnych sprawozdań finansowych pomimo licznych wezwań kierowanych przez KAS − przez co w listopadzie 2024 roku spółka została wykreślona z listy VAT.

Do ciekawego zbiegu okoliczności doszło w sierpniu 2023 roku. Wówczas na stanowisko Prezesa Zarządu spółki Ire Vel Mori powołano Mariusza Żebrowskiego. To kolejny ex-policjant − pełnił funkcję między innymi komendanta na wrocławskim Rakowcu, a także I Zastępcy Komendanta Miejskiego Policji we Wrocławiu (w 2007 otrzymał naganę, ponieważ nie wydał stosownego rozkazu interwencji podczas manifestacji Narodowego Odrodzenia Polski, na której rozwieszono banery z neonazistowskimi hasłami).

W przeszłości był także powiązany z miastem Zambrów w województwie podlaskim, gdzie pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Rady Miasta. Żebrowski to dziś wpływowa osoba we Wrocławiu. W przeszłości był wieloletnim prezesem klubu siatkarskiego Gwardia Wrocław (który miał dość skomplikowaną sytuację finansową, a poza tym był w posiadaniu charakterystycznej, zabytkowej nieruchomości w centrum Wrocławia).

Aktualnie Mariusz Żebrowski jest chociażby wspólnikiem greckiego biznesmena Iliasa Filippidisa – jednego z kluczowych deweloperskich ogniw „układu wrocławskiego" – w spółce VOLTA4 Sp. z o.o. (powiązania te ujawnia dopiero Rejestr Beneficjantów Rzeczywistych). Poza tym Żebrowski jest wiceprezesem Dolnośląskiej Izby Gospodarczej i wykłada na Wrocławskiej Akademii Biznesu. Nie są to wszystkie powiązania. W latach 2010-2018 Żebrowski zasiadał choćby w radzie nadzorczej firmy odpadowej Wastes Services Group Sp. z o.o. z siedzibą w Kiełczowie. Jest także prezesem zarządu firmy Greenkick z branży odnawialnych źródeł energii. A w kuluarach mówi się o tej postaci jeszcze więcej.

Rada nadzorcza i powiązania ze służbami

Dlaczego więc gracz pokroju Mariusza Żebrowskiego zastąpił Filipa Olenderka na stanowisku prezesa zarządu w spółce Ire Vel Mori – podkreślam: „Idź albo giń" – której kapitał w tym samym czasie wzrósł z 5000 zł do 100 000 zł (a w dokumentach jest nawet mowa o 10 mln)? Co więcej, w jakim celu Mariusz Żebrowski na początku 2024 roku założył wraz z Filipem Olenderkiem fundację o wzniosłej nazwie „Międzynarodowa Fundacja Biznesu TOP10"? W dodatku wszystkie te podmioty zostały zarejestrowane na domowym adresie Filipa Olenderka (który w 2022 roku był objęty działaniami operacyjnymi w ramach operacji „Lizbona").

Robi się jeszcze ciekawiej, kiedy przyjrzymy się radzie nadzorczej, powołanej przy spółce Ire Vel Mori. Mamy tam kolejne dwa nazwiska ludzi ze służb. Pierwszym z nich jest Robert Wodejko – były komendant miejski (zastąpił na tym stanowisko Marka Szmigla), w przeszłości rozgrywający Gwardii Wrocław. W 2010 roku Wodejko w tajemniczych okolicznościach odszedł ze stanowiska (oficjalnie w wyniku problemów zdrowotnych, choć @MRybak3 wspominał w jednym z artykułów z tamtego czasu o aferze związanej z fałszowaniem dokumentów na komendzie); potem był komendantem powiatowym w Wołowie, a karierę zakończył na analogicznym stanowisku w Oleśnicy.

Następnie założył działalność gospodarczą specjalizującą się w ochronie danych osobowych. Obecnie wykłada także na Uniwersytecie Dolnośląskim DSW. Drugą osobą, która zasiada w radzie nadzorczej Ire Vel Mori Sp. z o.o., jest Wojciech Horyń − dziekan Wydziału Nauk o Bezpieczeństwie Akademii Wojsk Lądowych, autor wielu publikacji na temat bezpieczeństwa.

Według mojej wiedzy Rektor-Komendant Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu nie ma pojęcia, że Wojciech Horyń uczestniczy w takim układzie gospodarczym.

Podsumowanie

Komu zależało na tym, żeby otoczyć Olenderka takimi ludźmi, a następnie doprowadzić go do sytuacji, w której będzie niszczył własną spółkę? Jaka jest w tym rola TV Republika i jej pseudo-dziennikarzy? Na koniec wspomnę tylko, że „przyboczny" Olenderka − Marek Pohnke, próbował wymusić na jednym z prokuratorów korzystne rozstrzygnięcie w sprawie, w której Olenderek jest oskarżony...

Mam nadzieję, że tych kilka faktów rzuciło nowe światło na postać Filipa Olenderka oraz roli, jaką odgrywa w „aferze lubińskiej". Jest jeszcze wiele wątków, o których nie mogę mówić ze względu na toczące się postępowania. Mam świadomość, że ujawnienie tych informacji może przynieść kolejne konsekwencje, jednak w chwili obecnej nie mogę się na nie oglądać.

Znalazłem się w sytuacji, w której tylko jawność może mnie uchronić przed zemstą osób, których misterny plan legł w gruzach w momencie, w którym zdecydowałem się zaalarmować o nieprawidłowościach w Agencji.

Autor: Łukasz Bugajski